Relacja z #Cannes2023: Dzień 8
Ósmy dzień Festiwalu w Cannes przyniósł duże premiery. Najnowszy film Wesa Andersona, Asteroid City, oraz wyczekiwane przez nas Fallen Leaves Akiego Kaurismäkiego. Czy rzeczywiście było na co czekać? Czy Anderson wraca do formy? Tego dowiecie się z naszej relacji:
Club Zero, reż. Jessica Hausner
Kolejny projekt Jessiki Hausner z naprawdę dobrym pomysłem na siebie, którego nie potrafi wykorzystać. Club Zero mówi o tym, jak powstają sekty, jak łatwo manipulować młodymi, wierzącymi w ideę ludźmi, ale przy tym nie idzie z tym tematem nigdzie dalej, co najlepiej pokazuje pusty, mało satysfakcjonujący finał. Sporym zawodem jest występ Mii Wasikowskiej, która może i jest niepokojąca, ale za jej postacią nie idzie nic więcej, a jej wątek wydaje się niedokończony.
Anatomy of a Fall, reż. Justine Triet
Pierwszy kwadrans był naprawdę dobry. Później jednak zaczyna się potwornie nudny, mało angażujący i prawdopodobnie napisany przez Chat GPT dramat sądowy. Z powodzeniem można by ten film skrócić o jakieś półtorej godziny, może wtedy byłby ciut strawniejszy. Męczarnia.
Fallen Leaves, reż. Aki Kaurismäki
Przyjemna i momentami urocza komedia romantyczna. Bohaterowie są łatwi do polubienia, a niezręczny humor często trafia. Natomiast scenariuszowo film nie oferuje nic szczególnie interesującego, do wszystkich poważniejszych tematów podchodząc w naiwny, powierzchowny sposób.
Stanisław

Firebrand, reż. Karim Aïnouz
Ciekawa i bardzo angażująco opowiedziana historia, która niestety bywa przeciągnięta. Cudowne kostiumy i scenografia, całkiem kreatywna strona formalna i znakomite występy aktorskie Vikander i Lawa!
Paweł
Project Silence, reż. Kim Tae-gon
Okropnie schematyczny i niepotrzebnie pompatyczny blockbuster. Kim Tae-gon zupełnie nie potrafi budować napięcia, jego film jest ciemny, brzydki, a scenariuszowo nie ma do zaoferowania nic oryginalnego. Bohaterowie to w znacznej części znane archetypy, podczas seansu zupełnie mi na nich nie zależało, więc w założeniu emocjonalne sceny wypadały po prostu nudno.
Stanisław
Kidnapped, reż. Marco Bellocchio
Najnudniejsza możliwa realizacja tak znakomitego pomysłu: „Papież kradnie żydowskie dzieci”. Szkoda. Jest nijako, brakuje pomysłu wizualnego, w sumie nie mówi nic ciekawego. Dwie interesujące sekwencje to za mało.
Paweł
Asteroid City, reż. Wes Anderson
Wes Anderson wrócił! Cudowna andersonowa stylistyka uzupełnia opowieść o stracie, poczuciu spełnienia oraz użytkowych funkcjach sztuki. Kocham Jeffa Goldbluma, który odwalił tutaj chyba swoją najlepszą rolę w karierze. Ale jeszcze bardziej kocham Scarlett Johansson i Mayę Hawke!
Tak bardzo się cieszę, że Wes Anderson wreszcie miał coś ciekawego do powiedzenia. Asteroid City to wielowymiarowa perełka, a humor za każdym razem buduje dodatkowe warstwy. Nie jest to może Grand Budapest Hotel, ale jest niewiele gorzej.
Film trafi do polskich kin już 16 czerwca.
Paweł


