„Drama”. Recenzja filmu – Strzał Amora

Filip Mańka03 kwietnia 2026 16:33
„Drama”. Recenzja filmu – Strzał Amora

Drama to najnowszy film Kristoffera Borgliego. Tym razem, zamiast śniącego się ludziom Nicolasa Cage’a, mamy związek Roberta Pattinsona oraz Zendayi. Państwo młodzi, stojąc na ślubnym kobiercu, są innym narzeczeństwem niż jeszcze dwa dni wcześniej.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Spotykacie w kawiarni wymarzoną dziewczynę. Wasze pierwsze spotkanie przypomina scenę z filmu. Jest nieco niezręczne, a trochę też urocze. Zanim się obejrzycie, to we dwójkę planujecie już ślub. Zaraz powiecie “tak” swojej drugiej połówce, która reprezentuje wszystko, czego pragnęliście. Jest miła, zabawna i pełna empatii. I wtedy, na dwa dni przed założeniem obrączek, na jaw wychodzi mroczna tajemnica panny młodej. Piłka jest po waszej stronie. Co robicie w takiej sytuacji? 

Z tym dylematem zmierzyła się postać Charliego, bohatera granego przez Roberta Pattinsona. Jego narzeczona, grana przez Zendayę Emma, na niewinnym spotkaniu ze znajomymi wyjawia informację, która powinna pozostać pogrzebana wewnątrz jej głowy. A może lepiej, że wyszło to na jaw? Problem jest taki, że za dwa dni ślub. Wszystko już prawie gotowe. Brakuje tylko dokończenia przemowy pana młodego, ale nawet w niej słowa i emocje, które miały być wyrazem miłości, nie niosą już tej samej mocy.

Można powiedzieć, że Kristoffer Borgli zaliczył hat-tricka.

Zarówno Chora na siebie, Dream Scenario, jak i teraz Drama to filmy, których poszukuje branża. Mają silny hook oraz pomysł na siebie, są projektem idealnie skrojonym pod niejeden pitch. Nic zatem dziwnego, że norweskim reżyserem szybko zainteresowało się A24. Najpierw z Dream Scenario, a teraz z Dramą, dodatkowo angażując tak rozchwytywanych aktorów, jak Zendaya czy Robert Pattinson. 

Mam jednak jedno “ale”. Nie przepadam za jego wcześniejszymi filmami. Owszem, mają ciekawy punkt wyjścia. Pierwszy akt wzbudzał w nich wiele pytań, ale dalsza egzekucja ich tematów z reguły pozostawiała spory niedosyt. Z danego konceptu ubywało paliwo, a sens dramaturgiczny zaczął się rozmywać. Podobne obawy miałem zatem przed Dramą, o której co nieco słyszałem przed seansem. 

To dobry moment, by was ostrzec, że jeśli jesteście wrażliwi na spoilery, to radzę z ostrożnością przeglądać dyskusje w sieci – choć osobiście nie uważam, że poznanie twistu z pierwszego aktu jakkolwiek może popsuć wrażenia.

Robert Pattinson i Zendaya, fot. Drama, reż. Kristoffer Borgli, 2026, dys. Monolith Films
fot. Drama, reż. Kristoffer Borgli, 2026, dys. Monolith Films

Najnowszy film Borgliego wyłamuje się z tej tendencji.

Nie oznacza to jednak pełnego sukcesu. Ma klasyczne dla reżysera problemy, które napęczniały w drugim akcie, ale norweskiemu twórcy udaje się tym razem wyjść ze starcia obronną ręką. W całkiem błyskotliwy sposób opowiada nie tyle – jak ma w zwyczaju – o społecznym zjawisku, co o relacji miłosnej.

Drama, podobnie jak jego dwa poprzednie filmy, oscyluje na granicy rzeczywistości i fantazji. Śmiem twierdzić, że czasem Borgli większe wrażenie wywoływał na mnie nie tyle jako reżyser, co montażysta, który doskonale czuje rdzę świata przedstawionego oraz skonfliktowanej psychiki bohaterów. Jest w tym trochę czarnego humoru i groteski, do których Borgli nas przyzwyczaił – i w tym kluczu sprawdza się to co najmniej dobrze.

Przybiera to formę moralnej gry dyskomfortu.

Do ślubu coraz bliżej. Czas się kończy, a narzeczeństwo musi poznać się na nowo. Po tamtej nocy ze znajomymi nic już nie jest takie samo. Bliskość i dotyk drugiej osoby nie przynoszą już komfortu, a uśmiechy na sesji przedślubnej są wyraźnie na pokaz. Zderza się tu konflikt jednostki z światem zewnętrznym – w tym wypadku grupą znajomych oraz rodziną, która może dowiedzieć się o owej tajemnicy i wydać swój osąd.

W tych założeniach Drama, podobnie jak Dream Scenario, to pewien komentarz do dyskursu cancel culture (którego, o ironio, sam reżyser stał się bohaterem w ostatnich tygodniach po odkopaniu jego eseju o związku z 16-letnią dziewczyną). Film z Nicolasem Cage’em dotykał znacznie obszerniejszego zjawiska, związanego z mediami społecznościowymi i wizerunkiem, który wymyka się nam samym spod kontroli. Drama koncentruje się na czymś znacznie skromniejszym i intymniejszym, choć nie porzucając przy tym silnego, socjopolitycznego kontekstu.

Borgli opowiada o tym, jak środowisko nas kształtuje, na dobre i na złe, oraz pyta, czy uczciwie jest płacić wysoką cenę za głupie pomysły z naszego dzieciństwa, które – tu mały spojler – nigdy nie znalazły przełożenia na rzeczywistość.

Pozostaje pytanie: dlaczego do tego nie doszło? Czy wygrał zdrowy rozsądek, empatia, a może zapobiegł temu zwykły przypadek?

fot. Drama, reż. Kristoffer Borgli, 2026, dys. Monolith Films
fot. Drama, reż. Kristoffer Borgli, 2026, dys. Monolith Films

To w swoim dyskomforcie całkiem satysfakcjonujące doświadczenie dla widza, który, podobnie jak bohaterowie, zaczyna ważyć swoją moralność z kiełkującym na ekranie dramatem. Musimy się ustawić po którejś ze stron lub po prostu wybrać swoją własną ścieżkę. Często walka i napięcie ludzkich wartości przynosi odwrotny efekt. Zamiast rzeczywiście pomóc, rozpędza się niczym kula śnieżna, raniąc nie tylko siebie nawzajem, ale wszystkich dookoła. 

Czy frustracja, która rozgrzewa po odkryciu głęboko skrywanej tajemnicy przyjaciółki, jest szczera, czy to raczej performatywna rozgrywka, mająca na celu właściwie… co? Egoistyczne podbicie swojego moralnego statusu, przy jednoczesnym zasłanianiu się pokrzywdzonym członkiem rodziny? A może to jednak wyraz uzasadnionego sprzeciwu – nawet jeśli gadka o błędach młodości i wewnętrznej przemianie nie do końca nas kupuje?

Jest też druga strona medalu.

Ta, która rysuje cienką granicę w ludzkiej moralności. Dla jednych może to być pusty frazes. Zgadza się. Zmienia to jednak swój wydźwięk, gdy mowa o młodych ludziach i tak dynamicznym środowisku jak szkoła, która buzuje przecież od hormonów i ilości sprzecznych emocji. W jednej chwili można być z kimś wrogiem na śmierć i życie, by następnego dnia usiąść obok siebie w ławce oraz puścić w zapomnienie wszelkie niesnaski.

By naprawić swoje wcześniejsze, błędne myślenie, robimy piwot w drugą stronę. Ciężko to nazwać, no właśnie, czymś performatywnym. Mowa przecież o zachowaniach dzieci, w których mało co jest czytelne i jednoznaczne. Czasem wystarczy jeden impuls – albo i zwykły przypadek – by całe nasze życie oraz dotychczasowe postrzeganie świata mogło zmienić się diametralnie.

Alana Haim, fot. Drama, reż. Kristoffer Borgli, 2026, dys. Monolith Films
fot. Drama, reż. Kristoffer Borgli, 2026, dys. Monolith Films

W tym wszystkim Borgli może i niepotrzebnie za bardzo przeciąga strunę w drugim akcie.

Poczułem, jakby na nowo szukał tematu, a przede wszystkim rytmu, który zgubił po zwrocie akcji. Zaczyna się wówczas nieco powtarzać, meandrować między czarnym humorem a punktami dramaturgicznymi. Miałem wrażenie, że na jeden krok w przód, Borgli zarazem wykonywał jeden w tył. Pewne akcenty, tym bardziej w zderzeniu z zakończeniem, aż prosiły się o lepsze rozwinięcie.  

Udaje mu się jednak w porę złapać byka za rogi – ku mojemu zaskoczeniu i zadowoleniu. Trzeci akt wyprowadza dramaturgię na prostą i stawia tragikomiczną wisienkę na torcie powoli dojrzewających emocji i próby utrzymania cukierkowej rzeczywistości. Przekształca się to jednak w coś bardziej szczerego i namacalnego, gdy wszystkie karty – przez jedną, jak i drugą stronę – zostają rzucone na stół.

Główna w tym zasługa Roberta Pattinsona i Zendayi, którzy jak dla mnie wyłuskali z tych ról więcej, niż może było oczekiwać po samym scenariuszu.

Nie dołączę do grona malkontentów, którzy z każdym kolejnym występem Zendayi rzucają takie same i mało prawdziwe określenia, że to aktorka “jednej miny”. Jej występ w Dramie to kolejna, ciekawa rola, która świetnie przekazuje zagubienie i duszoną wewnątrz siebie złość Emmy. Łatwo byłoby wpaść jej w pułapkę, mimo wszystko, pokrzywdzonej bohaterki. Zendaya łapie jednak odpowiedni dystans, przekazując to, co najważniejsze dla Emmy, czyli próbę utrzymania związku w ryzach.

Nie wiem, czy jeśli inny aktor wcieliłby się w Charliego, to udałoby mu się osiągnąć tyle, co Pattinsonowi. Może za bardzo uwielbiam Roberta, ponieważ, powiem szczerze, uśmiech nie schodzi mi z twarzy, gdy widzę go na ekranie. Pattinson zapewnia wyważony oraz zniuansowany występ. Podobnie jak w przypadku Emmy, tak i przy Charliem udało się nie skręcić w skrajność, w tani sposób podbić konflikt i ryzyko rozpadu ich związku. Aktor skupia swoją uwagę na drobnych rzeczach, szczegółach, które w logice narracji zapewniają znacznie głębszy wydźwięk, niż wzajemne krzyki czy rozbijanie kubków o ścianę.

Borgli może i czasem za bardzo próbuje być Rubenem Östlundem czy Larsem von Trierem studia A24. Czasem jego prowokacja ma zbyt tępy pazur i przeradza się w jeden, powtarzalny żart, który prowadzi widza donikąd. Drama potrafi jednak w swojej prostocie oraz przyjętej formule zaskoczyć, zostawić nie tylko bohaterów, ale i widzów z satysfakcjonującym katharsis. Tym razem jednak odsuwa na bok społeczną diagnozę i niezbyt trafne „wskazywanie palcem”, by opowiedzieć coś intymniejszego oraz uniwersalnego.

Premiera filmu Drama w polskich kinach nastąpi już 10 kwietnia.

Jeśli podoba się Wam nasza praca oraz działalność i chcecie nas wesprzeć, możecie nam postawić wirtualną kawę. To nam bardzo pomoże w rozwoju!Postaw mi kawę na buycoffee.to