„Kryptonim Polska” – recenzja

Stanisław Sobczyk05 września 2022 20:00
„Kryptonim Polska” – recenzja

Na ekrany kin weszła nowa, polska komedia – Kryptonim Polska. Produkcja porusza aktualny temat protestów i podziału społeczeństwa. Jak film podszedł do tego złożonego problemu i czy humorystyczna konwencja się sprawdziła?

Młody chłopak z Białegostoku, Staszek, dołącza do prawicowej bojówki – Zrzeszenia Młodzieży Radykalnej. Niespodziewanie chłopak zakochuje się w Poli. Problem w tym, że dziewczyna jest lewicową aktywistką. Jak ta miłość poradzi sobie w obliczu światopoglądowego konfliktu?

Współczesny Romeo i Julia

Główny koncept Kryptonimu Polska przywodzi oczywiście na myśl współczesną wersję Romea i Julii. Młody chłopak z Białegostoku, należący do prawicowej bojówki, zakochuje się w lewicowej aktywistce z Warszawy i tworzą związek ponad politycznymi podziałami. Taką wizję filmu przedstawiały jego pierwsze opisy, ale prawda okazała się być dużo bardziej przyziemna. Wątek romantyczny dużo bardziej niż z dramatu Szekspira czerpie ze wszystkich polskich komedii romantycznych. Historia miłości Staszka i Poli zalicza wszystkie najprostsze klisze. Tak więc zdradzona dziewczyna wraca do rodzinnego miasta, gdzie przypadkiem spotyka chłopaka, w którym się zakochuje. Ten ukrywa przed nią istotny fakt (w tym przypadku przynależność do Zrzeszenia Młodzieży Radykalnej) i chociaż chce jej o nim powiedzieć, ta dowiaduje się przypadkiem. Wtedy oczywiście się rozstają, by na koniec wpaść sobie w ramiona. Z pewnością każdy, kto widział kilka polskich komedii romantycznych zna te motywy i Kryptonim Polska niczym go nie zaskoczy. Zresztą film Piotra Kumika i tak szybko zrzuca romans na drugi plan i skupia się na wątkach komediowych.

Wątek romantyczny nie jest może najważniejszy, ale i tak stanowi jeden z najgorszych elementów Kryptonimu Polska. Kiedy bohaterowie spotykają się przypadkowo w barze, udają się na pierwszą randkę. Ich rozmowy są absolutnie żenujące i niezręczne. Kompletnie niewiarygodne dialogi przerywane są dodatkowo pretensjonalnymi fantazjami Staszka i kiczowatymi scenami tańca. Scenariusz to w tym przypadku oczywiście duży problem, ale nie pomaga także to, że między bohaterami nie ma żadnej chemii. O ile Maciej Musiałowski nie jest zły i stara się wyciągnąć choć trochę charyzmy z nudnej postaci, tak Magdalena Maścianica, która ma znikome doświadczenie w występach na wielkim ekranie, wypada koszmarnie. Nie ma żadnych cech charakteru, jest nienaturalna i trudno uwierzyć w jakiekolwiek jej emocje. Najlepszym podsumowaniem miłosnej relacji Staszka i Poli jest scena w radiowozie. Bohaterowie kłócą się i wyrzucają sobie nawzajem swoje kłamstwa, by chwilę potem zacząć się obficie całować. Ten motyw nigdy później nie wraca i nie ma żadnego rozwinięcia w dalszej części filmu. Cały wątek miłosny pokazuje jak okropnie napisany jest scenariusz Kryptonimu Polska. Scenarzyści nie mają pojęcia, jak tworzyć rozmowy czy proste sceny romantyczne. Jeśli jakiś bohater w ich filmie nie jest karykaturalnym nazistą, to nie ma żadnych cech charakteru i służy tylko temu, by popychać fabułę do przodu. Film, który miał być współczesnym Romeo i Julią okazał się być bardziej żenujący i niewiarygodny niż większość typowych polskich komedii romantycznych.

fot. Kryptonim Polska, reż. Piotr Kumik, dystrybucja Kino Świat

Jak rozśmieszyć cały kraj

Najbardziej prominentnym wątkiem w Kryptonimie Polska jest oczywiście komediowa historia ZMR – nazistowskiej bojówki. Każdy z członków grupy to w zasadzie odpowiednik innego żartu o prawicowcach. Tak więc Roman grany przez Borysa Szyca to filmowy odpowiednik Roberta Bąkiewicza, czyli agresywnego, patetycznego mówcy ciągle zażywającego ostre narkotyki, Brajan to absolutny idiota nierozumiejący otaczającej go rzeczywistości, Mariusz tak naprawdę jest gejem i to wypiera, a charakter Mieszka ogranicza się do tego, że lubi się bić i ma wytatuowaną swastykę. Na tym kończy się zbiór dowcipów, którymi operuje Kryptonim Polska. Humor jest powtarzalny, głupi i oparty na najprostszych stereotypach.

Twórcy w żaden sposób nie próbują powiedzieć czegoś nowego o polskiej prawicy, a wizerunek ZMR-u jest na tyle przerysowany, że nijak nie da się brać go na poważnie. Warto też zauważyć, że główną inspiracją dla żartów w filmie są znane, internetowe memy i historie. Pojawiają się więc organizowane w lesie urodziny Hitlera (znana sprawa sprzed kilku lat), palenie kukły Żyda czy wielokrotne przekręcanie skrótu LGBT. Twórcy filmu są na tyle bezczelni, że w jednej ze scen, w której Staszek rozmawia ze swoim pracodawcą granym przez Cezarego Pazurę, pada żart o samochodzie znany z Demotywatorów. Mocno irytujące jest też to, że Kryptonim Polska ma masę scen, które nie wnoszą nic do fabuły i zostały nakręcone tylko po to, by pojawił się w nich jakiś prosty dowcip. Co ironiczne, równocześnie produkcji zupełnie brakuje miejsca na rozwinięcie istotnych dla fabuły wątków. Produkcja Piotra Kumika jest reklamowana hasłem „Jak rozśmieszyć cały kraj”. Odpowiedzią według twórców okazuje się więc być korzystanie ze znanych memów i humor wyjęty żywcem z kabaretów.

Pomijając już sam poziom humoru, warto zwrócić uwagę jak niesamowicie niewyważonym filmem jest Kryptonim Polska. W jednej scenie prawicowy bojówkarz zdobywa broń i ładunki wybuchowe korzystając z kontaktów z mafią, by zaraz w kolejnej pojawił się kolejny prostacki żart oparty na przekręceniu skrótu LGBT. Takie sytuacje powtarzają się wielokrotnie, a film jest wręcz bezczelny w próbie przejścia z karykaturalnej komedii w poważny dramat ukazujący konflikty w Polsce.

fot. Kryptonim Polska, reż. Piotr Kumik, dystrybucja Kino Świat

Prawda leży pośrodku

„Nie ma tematów, z których nie można się… pośmiać. Jak rozśmieszyć cały kraj? Śmiać się ze wszystkich bez cenzury i bez tabu! W tej przewrotnej, tęczowo-narodowej farsie oberwie się wszystkim po równo” – tymi słowami dystrybutor reklamował film Kryptonim Polska. Nie powinno więc nikogo dziwić, że zarzuty o symetryzm pojawiały się w opinii publicznej dość często. Zrównanie ze sobą przemocowych, rasistowskich, prawicowych bojówkarzy i lewicowych aktywistów walczących o swoje prawa wydaje się być nie tylko nietrafione, ale wręcz obraźliwe. Trzeba jednak z czystym sumieniem przyznać, że znaczna większość żartów w filmie skupia się wokół członków ZMR. Pojawia się kilka gagów o lewicy (w zasadzie wszystkie są związane z postacią graną przez Antoniego Królikowskiego) i są po prostu równie żenujące, co wszystkie pozostałe. Czy to jednak znaczy, że można się rozejść, a Kryptonim Polska wcale nie jest symetrystyczny? Niestety nie.

W filmie Piotra Kumika pojawiają się sceny, które ewidentnie forsują tezę „prawda stoi pośrodku” i sprawiły, że w kinie zalał mnie zimny pot. Zdecydowanie najgorszą sekwencją jest starcie dwóch stron. Prawicowi bojówkarze i lewicowi aktywiści nacierają na siebie, a pomiędzy nimi stoi pomnik Jana Pawła II z załamanym, smutnym wzrokiem. Trudno znaleźć w polskim kinie drugi tak pretensjonalny i obrzydliwy komentarz społeczny. W tej scenie wszystko jest złe, od zrównania ze sobą agresorów z ofiarami, przez tandetne przesłanie o konfliktach dzielących Polaków, aż do wykorzystania postaci papieża, który przecież zdecydowanie stał po stronie prawicy i znany był między innymi z homofobicznych poglądów.

Kryptonim Polska zwykle nie jest otwarcie symetrystyczny, ale jego przesłanie jest okropne. Kiedy reżyser próbuje poruszać trudne tematy, jego film staje się pretensjonalny, obraźliwy i żenujący. Trudno nie mieć poczucia, że scenariusz pozbawiony jest jakiejkolwiek wrażliwości i patrzy na bohaterów z góry. Nie da się brać na poważnie przesłania o treści „każda strona ma swoje problemy” od filmu, który posługuje się najprostszymi stereotypami i nie mówi nic wartościowego.

fot. Kryptonim Polska, reż. Piotr Kumik, dystrybucja Kino Świat

Dla kogo jest Kryptonim Polska?

Dawno nie było w polskich kinach tak żenującej komedii jak Kryptonim Polska. Film próbuje poruszać problemy kraju i różnych stron politycznej barykady, korzystając przy tym ze stereotypów i memów. Scenariuszowo jest zupełnie niekompetentny i nie radzi sobie na żadnych płaszczyznach. Dla kogo jednak tak naprawdę jest ten film? Wydaje się, że przede wszystkim dla ludzi pośrodku barykady politycznej, do których trafiają kabaretowe żarty. Docelowym widzem Kryptonimu Polska z pewnością nie są też ludzie młodzi. Film zupełnie nie rozumie współczesnego pokolenia, co widać wyraźnie w wątku aktywistów.

Teraz pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś w Polsce film, który poruszy temat politycznych podziałów nie patrząc przy tym z góry i nie korzystając z najbardziej przerysowanych karykatur. Niestety nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zdarzyć w najbliższym czasie.