Relacja z #Cannes2025: Dzień 6.
Szósty dzień w Cannes to dla nas między innymi pierwsze seanse The Secret Agent w reżyserii Klebera Mendonçy Filho (Aquarius) oraz The Love That Remains autorstwa Hlynura Pálmasona (Godland). Wciąż mamy sporo zastrzeżeń do spojrzenia na Francuską Nową Falę ze strony Richarda Linklatera.
New Wave, reż. Richard Linklater
Okej, ale w zasadzie to po co to było? Urocza i stylowa laurka, która jak na obrany temat oraz bohaterów jest wyjątkowo nudna oraz bezpieczna, a wszelkie slogany o „realizacji w stylu Nowej Fali” to marketingowa wydmuszka. Niech Amerykanie trzymają się z daleka od tego typu historii.
Filip Mańka
The Secret Agent, reż. Kleber Mendonça Filho
Aj karamba, mamy pierwsze, delikatne rozczarowanie festiwalu. „The Secret Agent” pozostaje rozdarty między różnymi formami. Czuć ciągoty Filho do pulpowej konwencji i te ślady są umieszczone na narracji, lecz środek filmu wypchany jest rozwiązaniami jak z dramatów Netflixa. To kolejny film rozliczający się z krwawą przeszłością Brazylii oraz tragediami zamiecionymi pod dywan. Buduje wielopoziomową siatkę połączeń, która w pewnym momencie zaczyna zjadać swój ogon, wytwarzając liczne paradoksy brutalnego systemu. Wagner Moura znakomity.
Filip Mańka
The Love That Remains, reż. Hlynur Pálmason
Wymuskane formalnie kino. Pálmason – mistrz obrazu – tworzy arcyciekawy portret rozpadu rodziny, który wbrew pozorom nie jest przesiąknięty płaczem czy bólem. Między wierszami oraz często w humorze szuka momentów, które w powolny sposób przeszukują rodzinny dom w poszukiwaniu odpowiedzi na trawiący pod spodem żal, który w imię całej rodziny musi pozostać głęboko schowany.
Filip Mańka
Mama, reż. Or Sinai
Bardzo polski film, pomimo bycia pisanym i reżyserowanym przez osobę z Izraela. Solidne, stonowane, kameralne kino obyczajowe.
Łukasz Mikołajczyk
Kokuho, reż. Lee Sang-il
Epicka w skali, a równocześnie bardzo skromna i intymna epopeja o artyzmie. Dążenie do kreatywnego absolutu, które niby widzieliśmy na ekranie już wielokrotnie, ale rozpisane w tak satysfakcjonujący sposób, że 3 godziny znikają nie wiadomo kiedy.
Łukasz Mikołajczyk

