Relacja z #Cannes2026: Dzień 5.
Piątego dnia we Francji do festiwalowej ekipy dołączył Stanisław, który ma do powiedzenia coś więcej na temat świeżych projektów Radu Jude i Johna Travolty. Poza tym wreszcie doczekaliśmy się seansów Paper Tiger Jamesa Graya, Sheep in the Box Hirokazu Koreedy czy też All of a Sudden, czyli wyczekiwanego filmu nagrodzonego Oscarem za Drive My Car Ryûsuke Hamaguchiego.
Paper Tiger, reż. James Gray
Gray ponownie dowozi porządny poziom. O amerykańskiej naiwności, uschnięciu klasycznych wartości i o tym, że amerykański sen wcale nie musi być kojarzony tylko z Los Angeles. Jakby powiedział Vin Diesel, najważniejsza jest rodzina, a czas, w którym możemy wspólnie obserwować, jak dojrzewają nasze dzieci, jest zwyczajnie bezcenny. Świetny aktorsko. Początek nieco niemrawy, ale potem łapie fajny rytm.
Filip Mańka
Bardzo klasyczne amerykańskie kino w tzw. „starym, dobrym stylu”. Driver błyszczy, natomiast Johansson trochę ciągnie w dół, ale raczej ze względów scenariuszowych dotyczących jej postaci, niż umiejętności aktorskich.
Łukasz Mikołajczyk
Amerykańskie kino w starym stylu, w którym spokojna, przykładna rodzina z lat 80. zostaje skonfrontowana z gangsterskimi porachunkami. „Paper Tiger” jest dobry, to solidny, porządnie zrealizowany film, w którym nie ma może nic szczególnie zaskakującego, ale jest angażująca historia, dobre dialogi i odpowiednio, powoli budowane napięcie. Sercem produkcji jest Adam Driver w najlepszej roli od lat, zawodzi za to Scarlett Johansson, przerysowana, z manierą Lois Griffin i najsłabszym wątkiem.
Stanisław Sobczyk
All of a Sudden, reż. Ryûsuke Hamaguchi
Na ten moment najlepszy film festiwalu. Ponad trzy godziny gadki o późnym kapitalizmie, pomocy społecznej i impasie, w jakim znajduje się nasze społeczeństwo. Bo mimo wszystko warto walczyć o lepszy świat. Nie zmienimy wszystkiego — a na pewno nie w szybkim tempie. Warto jednak zacząć, od siebie, a potem przelać tę energię na najbliższych. Nie należy tłamsić nadziei i wiary, bo w istocie kapitalizmu leży przekonanie, że nie ma żadnej alternatywy, w tym „lepszego jutra”.
Filip Mańka
Chyba nic mnie już na tym festiwalu nie ucieszy tak, jak możliwość doniesienia, że Hamaguchi dowiózł! Fenomenalna opowieść o nadziei na lepsze jutro, osiągalne przez wspólną pracę i zwykłą, ludzką empatię. Niesamowitym jest dla mnie, że człowiek, który mógł realnie nakręcić cokolwiek, kuć żelazo póki gorące, jadąc na statusie współczesnego klasyka „Drive My Car”, zdecydował się na coś tak bezpośredniego, szczerego, pięknego i asprzedawalnego poza obiegiem festiwalowym. Chylę czoła, przesyłam wyrazy miłości.
Łukasz Mikołajczyk
Wkłada w usta bohaterów długie dysputy na temat kapitalizmu i fałszywego świata budowanego przez system, w którym kryterium jest opłacalność, a nie relacje międzyludzkie. Równocześnie zawodzi, kiedy przechodzi do samej fabuły, bo nie jest w stanie wykreować żadnego konfliktu, przejmującej relacji między bohaterami, by ostatecznie zwieńczyć to nie jednym, a kilkoma zakończeniami. Bardzo doceniam i zgadzam się ze wszystkimi przemyśleniami Ryusuke Hamaguchiego, ale irytuje mnie, że reżyser traktuje swoje postaci jako naczynia do ich przekazywania i brakuje mu zniuansowania, kiedy przechodzi do morałów historii.
Stanisław Sobczyk
Karma, reż. Guillaume Canet
Rany przeszłości prędzej czy później na nowo otworzą się i zranią nie tylko nas, ale i najbliższych. O religijnej indoktrynacji i przekonaniu, że za murem enklawy może kryć się lepsze życie. Niby nic nowego, ale to satysfakcjonujący seans. Traci, gdy stawia na spektakl i sensacyjność, ale w rezultacie mamy dobry oraz sprawnie napisany film.
Filip Mańka
Super satysfakcjonujący seans. Tak, miejscami idzie na skróty scenariuszowe, ale nadrabia to jednym z największych katharsis w finale, jakiego doświadczyłem w ostatnim czasie. Świetny przeskok tonu/konwencji w trakcie, a do tego wspaniałe role.
Łukasz Mikołajczyk
Full Phil, reż. Quentin Dupieux
Jakie rozczarowanie. Najmniej kreatywny Dupieux, a do tego bezbekowy. Sam nie wiem, czy to miało być anty-kino, komentarz na temat dekadencji, a może coś innego? Dialogi są tak sztywne, wszystko jest spięte i nie czuć tego charakterystycznego stylu Dupieux.
Filip Mańka
Zdecydowanie najgorszy i najnudniejszy film w dorobku Quentina Dupieux. „Full Phil” to godzina nieznośnych dialogów, prosta metafora rodzicielskiej relacji, a w tym wszystkim tylko jeden, naprawdę świetny dowcip. Zawodzi tu humor, bo zwykle dzieła francuskiego reżysera są spontaniczne, napakowane absurdalnymi gagami, a tu oglądamy dwójkę aktorów, którzy szarżują, próbując sprzedawać dowcipy, które są zupełnie nietrafione i nijakie.
Stanisław Sobczyk
Sheep in the Box, reż. Hirokazu Koreeda
Niesamowitym jest dla mnie zrobić film o żałobie, bez zawarcia w nim ani grama żałoby. Koreeda nie robi absolutnie nic ciekawego z punktem wyjścia, który i tak już widzieliśmy w sci-fi wielokrotnie. Postaci wypadają niewiarygodnie, koncepcje science fiction nie są jakkolwiek rozwijane, a ładny w wydźwięku finał działa jedynie w próżni, odcięty od prawie 2 godzin go poprzedzających.
Łukasz Mikołajczyk
The Diary of a Chambermaid, reż. Radu Jude
Konfrontuje starą, francuską prozę ze współczesnymi realiami, będąc bardzo trafną analizą współczesnej Europy, subtelnego klasizmu i starciem między kulturą zachodnią a jej wyobrażeniem o wschodniej. Równocześnie trochę zawodzi w tych drobniejszych wątkach, decydując się na banalne rozwiązania fabularne. „The Diary of a Chambermaid” to najmniej udany z nowych projektów Radu Jude. Wciąż dobry, wyjątkowo zabawny, kiedy komentuje rzeczywistość, ale średni, kiedy na pierwszy plan wychodzi wątek córki.
Stanisław Sobczyk
Propeller One-Way Night Coach, reż. John Travolta
Godzinny list miłosny do samolotów i monolog Johna Travolty, w którym rozpływa się nad swoim pierwszym lotem. Projekt kuriozalny już w samym założeniu, momentami całkiem uroczy, ale przez większość czasu po prostu kiczowaty i głupkowaty. Zupełnie nie rozumiem, czemu to nie mógłby być po prostu krótki metraż, bo w tej formie wypadłby znacznie lepiej.
Stanisław Sobczyk
Nagi Notes, reż. Koji Fukada
Czuły, spokojny, skupiony na ludzkich relacjach i poznawaniu drugiej osoby. Koji Fukada przygląda się miłości w bardzo różnych obliczach, dając swoim bohaterom miejsce na oddech i portretując sztukę z jej terapeutyczną funkcją. Nie ma tu może wielkich przemyśleń czy szczególnie błyskotliwych analiz, styl reżysera jest zachowawczy, ale jest za to szczere zainteresowanie ludźmi i pojedyncze, świetne sceny, jak ta z camerą obscurą.
Stanisław Sobczyk
Wyjazd Immersji do Cannes wspiera Yumisu.

