„Sezon cierni” – omówienie książki

Laura Zarzyńska10 kwietnia 2026 12:49
„Sezon cierni” – omówienie książki

W Daradonie, królestwie rządzonym twardą ręką przez młodego monarchę, dla wielu mieszkańców życie w strachu to codzienność. Powołany przez króla oddział Łowców poszukuje Widmowładnych – ludzi obdarzonych mocą, dzięki której mogą niepostrzeżenie otwierać zamki, przenosić przedmioty, a nawet odbierać życie.

Widmowładni w obawie przed egzekucją ukrywają swoją prawdziwą tożsamość. Alissa Paine, dziedziczka potężnego rodu Łowców, nie może dłużej bezczynnie patrzeć na krzywdę ludzi takich jak ona. Pod pretekstem udziału w Sezonie Róż udaje się na królewski dwór, by znaleźć sposób na powstrzymanie brutalnych polowań. Książka otrzymana dzięki współpracy z wydawnictwem Moondrive.

Powiew świeżości 

W ostatnim czasie wychodząca na polskim rynku fantastyka przyprawia mnie o zawrót głowy. Coraz trudniej jest znaleźć książkę, która byłaby w stanie połączyć nietuzinkowy świat i ciekawych bohaterów bez zbędnego seksualizowania wszystkich postaci. Dlatego z radością i ogromną przyjemnością czytało mi się Sezon cierni. Już od pierwszych stron zostajemy wciągnięci w świat magii i prześladowań. Główna bohaterka, mimo swojej wysokiej pozycji społecznej, nie może pozwolić sobie choćby na chwilę oddechu. Musi dbać o to, aby jej najgłębiej skrywany sekret nigdy nie wyszedł na światło dzienne, ponieważ młoda dziedziczka sama posiada moc Widmowładnych.

Podwójne życie na bezlitosnym dworze

Od samego początku gra toczy się o ogromną stawkę. Alissa martwi się zarówno o swoje życie, jak i bezpieczeństwo swoich najbliższych. W jej życiu pojawia się wielu nowych mężczyzn, którzy starają się zdobyć chwilę jej uwagi. Dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że romans z żadnym z nich nie wchodzi w grę. Nie może zaufać nikomu, aby zdradzić mu, jakimi mocami została obdarzona. Muszę przyznać, że każda zaprezentowana nam intryga i tajemnica wywoływała we mnie dreszczyk emocji. Momentami czułam, że autorka musiała silnie inspirować się inną serią fantasy. Mam na myśli Czerwoną Królową, ponieważ wiele motywów i postaci posiada wręcz identyczne cechy. Nie uważam, żeby było w tym coś złego – jeśli spojrzy się na ogólny rynek wydawniczy, trudno znaleźć książkę, która nie zgapia motywów z innej.

Walka o przetrwanie 

Pokochałam Sezon cierni już od pierwszych stron. Uwielbiam to, że w końcu dostałam silną główną bohaterkę, która nie boi się walczyć o swoje. Ale co najważniejsze: nie potrzebuje mężczyzny, aby przetrwać. Oczywiście jest tutaj nakreślony dość mocny wątek miłosny, jednak nie odbiera on uroku Alissie. Wręcz przeciwnie, dziewczyna musi uczyć się, jak owijać sobie mężczyzn wokół palca, żeby przetrwać na królewskim dworze. Jako dziedziczka swojego ojca musi dbać o swoją reputację i starać się utrzymać pozory normalności na dworze. Jednak książę nie zamierza pozwolić jej choć na chwilę oddechu, ponieważ upatrzył sobie w niej kandydatkę na małżonkę.

Dworskie intrygi i tajemnicze zdolności 

Życie na królewskim dworze mogłoby się wydawać proste i pełne drobnych przyjemności, jednak główna bohaterka musi ukrywać swoje zdolności i odkryć, jak uratować innych Widmowładnych. Całą książkę przeczytałam w jeden dzień i wręcz nie chciałam się od niej oderwać. Uwielbiam to, jak silna osobowość i nutka uroku pozwalają Alissie osiągnąć wszystko, czego potrzebuje. Oczywiście Sezon cierni oferuje nam wiele tajemniczych zagadek, których rozwiązania poznamy zapewne w kolejnych częściach. Nie mogę się wręcz doczekać, jakie przygody czekają na główną bohaterkę. Mam nadzieję że autorka nie będzie starała się na siłę rozbudowywać romansu między bohaterami, i pozwoli Alissie zostać niezależną kobietą, walczącą o swoją przyszłość. Bardzo mi brakuje w świecie fantastyki większej reprezentacji silnych kobiet, które umieją walczyć o swoje, bez konieczności posiadania partnera. 

Myślę, że Sezon cierni to jedno z ciekawszych fantasy na naszym rynku. Doceniam jego nutkę świeżości i muszę przyznać, że z niecierpliwością czekam na kolejne tomy. Książka na pewno ma silne powiązania z innymi seriami, o czym wspomniałam już wcześniej, i muszę przyznać, że zakończenie tylko umocniło we mnie tę opinię. Obawiam się, że autorka mogła wręcz aż nazbyt dać się porwać wodzom fantazji i w efekcie otrzymamy podobną powieść do innych hitów, tylko w nieco innym świecie. Osobiście nie przeszkadza mi aż tak kopiowanie motywów, ale widziałam sporo głosów, którym się to nie podoba. Mimo to trudno mi znaleźć jakąkolwiek rzecz, która by mi przeszkadzała w tej powieści. Dałam się porwać czarowi królewskiego dworu oraz urokowi głównej bohaterki i nie żałuję ani minuty spędzonej na tej lekturze.

Jeśli podoba się Wam nasza praca oraz działalność i chcecie nas wesprzeć, możecie nam postawić wirtualną kawę. To nam bardzo pomoże w rozwoju!Postaw mi kawę na buycoffee.to