„Siedem Czasz” – omówienie książki

Laura Zarzyńska11 stycznia 2026 19:20
„Siedem Czasz” – omówienie książki

Na południu województwa lubuskiego, w sennej okolicy otoczonej zewsząd przez lasy, te stare, które od wieków kryją mroki i te nowe, w których dopiero zło się budzi, zaczyna się coś, na co nikt nie jest gotów.

Wśród pruskich kamienic milczących pól i mrocznych zakamarków codzienności, lęgną się tajemnice, a historie zaczynają wypełzać ze swych nor. W centrum wydarzeń stoi Jan Ostaszewski, człowiek pochłonięty tajemnicą, gotów zrobić wszystko, by poznać prawdę. Nawet jeśli oznacza to poświęcenie życia – cudzego lub własnego. Książka otrzymana dzięki współpracy z wydawnictwem Abyssos.

Pogromcy duchów z Polski

Jan Ostaszewski to służbista pracujący w tajnych służbach państwowych. Od początku książki pojawia się w miejscach, w których wydarzają się nadprzyrodzone wydarzenia. Pojawia się znikąd i szuka tajemniczego zła, które próbuje atakować polskie wsie i miasta. Po raz pierwszy poznajemy go w szpitalu, w którym pracuje jego małżonka, kiedy to jedna z jej koleżanek z pracy zostaje znaleziona martwa w przedziwnych okolicznościach. Jej zgon uznano za samobójstwo, jednak nikt nie wiedział, co tak naprawdę pozbawiło życia lekarkę. Następnie pojawiamy się pod Sławą, gdzie odbywają się pogańskie obrzędy, które miały przywołać dawne zło. W każdym kolejnym miejscu dzieją się coraz to bardziej niepokojące rzeczy, pojawiają się mityczne stworzenia, których nie widziano na tych ziemiach od wieków. Zło wisi w powietrzu, jednak nikt oprócz Jana zdaje się tego nie widzieć.

Przeczytaj także: „Czarny Staw” – omówienie książki

Doceniam fakt, że wydarzenia z książki odbywają się w Polsce i pokazują nam uroki lubuskich miast. Książka została podzielona na opowiadania, które łączą się ze sobą, jednak pokazują inne przykłady ludzkiego cierpienia. Mamy tutaj całą encyklopedię pogańskich wierzeń, które mogłyby zniszczyć cały ten kraj, a nie tylko małe wioski. Wielkie, mroczne zło, do którego nieubłaganie się zbliżamy z każdą stroną, stanowi pewien rodzaj Apokalipsy. Nikt nie wie, co realnie się może stać, jednak zagrożenie wisi w powietrzu. Siły ciemności atakują niewinnych ludzi i zaczynają terroryzować mieszkańców. Niestety im dalej zagłębiamy się w te mroczne wydarzenia, tym ciężej jest zrozumieć, o co dokładnie chodziło autorowi. W książce pojawia się narrator, który opowiada nam o siłach ciemności i o tym, jak zmusiły go one do skorzystania z pomocy psychologicznej. Jest nim pacjent z oddziału szpitala psychiatrycznego. Daje to spore pole do manewru, ponieważ teorie spiskowe stanowią niesamowitą pożywkę dla chorych umysłów. Jednak czy ten mężczyzna faktycznie jest szalony?

Nierówny zbiór opowieści

Sam pomysł książki jest dość eksperymentalny, autor musiał spędzić wiele godzin, aby stworzyć w swojej głowie tyle mrocznych opowieści. Niestety jak dla mnie ta książka brzmi, jakby była skierowana do bardzo wąskiej grupy społecznej. Koniec świata, siły ciemności i demony atakujące niewinnych mieszkańców brzmią jak dość niecodzienne wydarzenia. To nie tak, że uważam, że każda książka musi być osadzona w realnym miejscu i czasie, jednak w tej konkretnej zabrakło mi głębi. Główny bohater jako jedyny jeździ po województwie i stara się rozgryźć niezwykłe wydarzenia, które się dzieją dookoła niego.

Przeczytaj także: „Anathema” – omówienie książki

Tak naprawdę większość wydarzeń opisanych w tej książce nie ma większego sensu. Nawet sam główny bohater dochodzi do takiego wniosku. Nic tutaj nie trzyma się kupy, a wizja samego ataku zła na jedno województwo również brzmi lekko abstrakcyjnie. Nie chcę od razu mówić, że książka jest zła, ponieważ czyta się ją bezboleśnie i niektóre opowiadania przyniosły mi sporo frajdy. Uważam, że ta książka lepiej by się broniła jako pojedyncze opowieści niż realnie większa historia. Sam potencjał był ogromny, jednak nie został w pełni wykorzystany. Ostaszewski czasami błądzi po miasteczkach i tylko dzięki szczęściu udaje mu się odnaleźć kolejne siedliska potworów. Na przestrzeni kolejnych historii zmienia się z poszukującego prawdy stróża prawa w paranoika, który jest w stanie poświęcić każdego, aby powstrzymać te mityczne zło.

Za dużo szaleństwa dla własnego dobra

Siedem Czasz to niezła książka, która momentami gubi się we własnym pomyśle. Jako czytelnicy błądzimy wraz z głównym bohaterem i nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, w jaki sposób skończy się ta historia. Strach towarzyszy nam na każdym kroku, jednak paranoja Ostaszewskiego staje się wręcz przerażająca pod sam koniec książki. Sam pomysł na historię uważam za ciekawy, jednak jego wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Brak w tym wszystkim logiki i sensu fabularnego, który powinien trzymać czytelnika w napięciu podczas lektury.

Jeśli podoba się Wam nasza praca oraz działalność i chcecie nas wesprzeć, możecie nam postawić wirtualną kawę. To nam bardzo pomoże w rozwoju!Postaw mi kawę na buycoffee.to