„Łamacz Kości” – omówienie książki

Laura Zarzyńska08 lutego 2026 19:00
„Łamacz Kości” – omówienie książki

W 1988 roku czteroletni Tito Ferretti staje się świadkiem przerażającej zbrodni. Na jego oczach ginie matka i jej kochanek.

Trzydzieści cztery lata później przeszłość powraca w najbardziej brutalnej formie. Tito zostaje znaleziony martwy. To już trzecia ofiara sprawcy działającego według okrutnie precyzyjnego schematu. Komisarz Damiano Provera wie, że tylko Aurora Scalviati, córka prokuratora, może rozwikłać tę zagadkę. To początek podróży, w której Aurora musi zmierzyć się z geniuszem zbrodni oraz stawić czoła własnym lękom. Książka otrzymana we współpracy z wydawnictwem Letra.

Jak wygląda praca profilera kryminalnego?

Profiler kryminalny to jeden z najciekawszych zawodów. Dostęp do głowy przestępcy i stworzenie portretu psychologicznego, który ma ułatwić pracę policji brzmią jak niezwykle intrygujące zadania. Aurora Scalviati to jedna z najlepszych włoskich profilerek. Kobieta powraca do Turynu, aby wspomóc swój dawny zespół w odnalezieniu seryjnego mordercy. Łamacz Kości to przestępca gotowy na wszystko. Jego brutalne, przemyślane ataki pozostają w pamięci śledczych na długie godziny. Sprawa staje się coraz bardziej skomplikowana, a ofiary wydają się niczym nie łączyć. Aurora ma mętlik w głowie podczas odkrywania kolejnych faktów z miejsc zbrodni. 

Przeczytaj także: „To jej żałoba” – omówienie książki

Główna bohaterka to kobieta po przejściach, która po utracie partnera uciekła z Turynu. Jej umysł potrafi stworzyć niesamowite połączenia, niczym sieć pająka, który stara się dopaść swoją ofiarę. Śledztwo wydaje się rozwijać powoli, co gorsza, dochodzi do zaginięcia 12-latki. Wszystkie tropy łączą się z Łamaczem Kości. Odnalezienie dziewczynki staje się priorytetem. Każda upływająca godzina to mniejsza szansa na odszukanie porwanego dziecka. Rozpoczyna się wyścig z czasem, każdy policjant skupia się na poszukiwaniach, zamiast na szukaniu mordercy. W mieście narasta nerwowa atmosfera, a jego mieszkańcy nie są przyzwyczajeni do życia w ciągłym strachu. Scavalti musi skupić się na swoim zadaniu mimo pojawiających się trudności. 

Zbrodnia z twistem

Kiedy kobiecie udaje się połączyć ofiary przez ich relację z pewną wykładowczynią, sprawa nabiera niecodziennego znaczenia. Do fabuły wkradają się wątki religijne i dyskusje o teologii. Rozmowy o Bogu, świętych i o tym, czy wiara w Boga może nas uleczyć. Myślę, że Łamacz kości porusza ten wątek w celu zainteresowania czytelnika nowym tropem, jednak momentami czułam się, jakby myślenie o wierze było najważniejszą częścią tej książki. Nie lubię, kiedy lektura zmusza mnie do stawania po stronie wiary, czy odrzucenia wszystkich bóstw. Niech każdy zachowa swoje opinie dla siebie. Książki detektywistyczne nie mają na celu wzbudzać w nas konsternacji religijnych. Wiele osób oczekuje od nich chwili wytchnienia i dobrej zabawy po ciężkim dniu pracy.

Przeczytaj także: „Martwy ciąg” – omówienie książki

Jednak dyskusja o teologii przynosi efekty. Główna bohaterka jest w stanie stworzyć profil psychologiczny sprawcy, zaczyna rozumieć jego motywację i rusza w pościg. Morderczej maszyny nie da się już powstrzymać, kolejna ofiara niedługo straci życie. Początkowo ta zabawa w kotka i myszkę z czytelnikiem przynosiła mi wiele satysfakcji, niestety czekanie na wielki finał trwało stanowczo za długo. To nie jest długa powieść, która byłaby w stanie utrzymać czytelnika w miejscu. Cała fabuła rozgrywa się dość spokojnie, przez co zakończenie jest gwałtowne i rozczarowujące. Rozumiem decyzję autorki co do wyboru tożsamości sprawcy, ale uważam, że po drodze rozgrywającego się śledztwa pojawiło się kilku ciekawszych i mniej dosłownych podejrzanych. Myślę, że moje niezadowolenie wynika też ze sporej znajomości rynku kryminałów. Po dłuższym czasie w tym środowisku już mało rzeczy, które są w stanie cię zaskoczyć. 

Wypadek na ostatniej prostej

Łamacz kości to już piąta część serii o genialnej, włoskiej profilerce. Myślę, że większość książek Barbary Baraldi cierpi na podobną cechę. Dobry wstęp, słabe zakończenie. Moja słabość do Aurory stara się wybaczać pewne wady fabularne, lecz moja cierpliwość też ma swoje granice. Wymagam od kryminałów, aby mnie zaskakiwały i zachęcały do nadrobienia poprzednich bądź przeczytania kolejnych części. Tutaj mam sytuację nieco patową. Czasami mniej znaczy lepiej, a tutaj są pewne problemy z finałem. Po scenie w epilogu podejrzewam, że jeszcze nie raz powrócimy do Włoch i zmierzymy się z kolejnymi przestępcami. Pozostaje mi wierzyć, że tym razem autorka skupi się na lepszym zakończeniu swoich powieści. Podejrzewam, że skuszę się na przeczytanie kolejnej części i samodzielną ocenę poprawy autorki.

Jeśli podoba się Wam nasza praca oraz działalność i chcecie nas wesprzeć, możecie nam postawić wirtualną kawę. To nam bardzo pomoże w rozwoju!Postaw mi kawę na buycoffee.to