Za nami kolejny rok kalendarzowy. Tradycją się stało, że ostatnie dni grudnia wiążą się z szeregiem rankingów oraz podsumowań. Podobnie jak rok temu, spotykamy się w tym okresie, aby wspólnie podsumować filmowo miniony rok. 2023 był dla nas niezwykle intensywny w doświadczenia kinowe. Za nami wyjazdy do Cannes, Wenecji czy Nowe Horyzonty, także na naszych listach znalazło się sporo festiwalowych perełek, przed którymi dopiero czeka krajowa dystrybucja. Zapraszamy Was na podsumowanie roku od redakcji, gdzie każdy z nas przedstawił swoje 10 pozycji, które najbardziej pokochał w ciągu ostatnich miesięcy.
Ostatnie 12 miesięcy było naprawdę dobrym okresem pod względem filmowym. Spełniłem swoje jedno marzenie i pojechałem na festiwal w Wenecji, gdzie miałem okazję zobaczyć wiele wyśmienitych pozycji w aurze włoskiego słońca. To rok niezwykle udany w artystyczne projekty, produkcje odważne i nieraz przekraczające kinowe granice rezonujące z dynamiką świata, który wydaje się ciągle przyspieszać, a my szukamy próby ratunku przed kolizją, która każdemu z nas czyha z tyłu głowy. To również rok fatalny pod względem kina popularnego. Fabryka marzeń stanęła przed wielkim kryzysem, dostawaliśmy wtopę za wtopą, produkty marnej jakości, a na tle gąszczu nieudanych blockbusterów, wybiła się ledwie garstka. 2023 rok jestem w stanie określić zmianą paradygmatu w kinie. Ustalone przed laty koncepcje i działania powoli się wypalają. Widownia zaczyna szukać w kinie innych rzeczy, a sukcesy niektórych produkcji dają nam powód do optymizmu na kolejne lata.
Na pierwszym miejscu w moim rankingu znalazł się bez zaskoczenia Oppenheimer, reż. Christopher Nolan. Film, który śmiało można opisać najważniejszym amerykańskim filmem tego roku oraz ostatnich lat. Od miesięcy film mi nie wychodzi z głowy. Nawiedza mnie w przeróżnych momentach codziennego życia, a pokusa ponownego odpalenia tytułu z dnia na dzień staje się coraz bardziej uciążliwa. To nie tylko projekt niezwykle pochłaniający, emocjonujący, ale również długim krokiem uciekający od innych, pustych formalnie i narracyjnie biografii. Nolan obiektywem kamery zanurzył się w umysł Oppenheimera, a wszelkie próby subiektywizacji doświadczeń amerykańskiego Prometeusza proszą się o poklask. Nolan nie rzuca jednoznacznych odpowiedzi, stawia przed widzem nagiego Oppenheimera, a osądu mamy dokonać my sami. To film na nasze niespokojne oraz pełne wątpliwości czasy, który podniósł kinową technikę do granic wytrzymałości, uchwytując na taśmie filmowej obraz nie raz piękny, melancholijny, a czasem straszny oraz przeszywający.
Na drugim miejscu znalazła się Strefa interesów, reż. Jonathan Glazer. To porażająca i budząca dysonans symfonia grozy o skorumpowanej duszy oraz poszukiwaniu wartości w świecie, w którym najmniejsze rzeczy tracą swoją barwę i pierwotne znaczenie. Gdzie jedzenie nie smakuje już jak jedzenie, kwiaty nie pachną jak powinny, a powietrze, którym oddychamy, staje się dla nas ciężkie. Strefa interesów to obraz wybitny, sensualnie i formalnie dopracowany w każdym calu. Nigdy lecz nie popadający w pustotę czy estetyzację tematu, a wręcz przeciwnie – budzący w widzu przeświadczenie, że pewnych śladów przeszłości nie da się już zmyć i każdy z nas będzie trochę oddychał powietrzem z Auschwitz.
Na trzecim miejscu umieściłem Solaris Mon Amour, reż. Kuba Mikurda. Rok temu na szczycie mojej listy znalazł się monumentalny dokument found footage pod tytułem Traumazone. W tym roku ponownie found footage zagościło na mojej liście, a przywołany Kuba Mikurda stworzył obraz imponujący w swej technice, wyciskający z materii filmowej szereg znaczeń i emocji oraz absorbując nas do przestrzeni zamkniętej między makro a mikro kosmosem. Tytuł filmu, nawiązujący do arcydzieła Alaina Resnaisa oraz ponadczasowej powieści Lema, pięknie obrazuje wydźwięk filmu, a pytania natury egzystencjalnej łączą się ze szczerą próbą pogodzenia się ze stratą bliskiej osoby. I na obie kwestie może nigdy nie poznamy odpowiedzi. Materiały WFO są ubrane w nowe szaty i znaczenia, a rytm oraz tempo, w jaki twórcy łączą poszczególne ujęcia, odkrywają przed nami wyjątkowo poruszającą i personalną filmoterapię.
To był bardzo dobry rok. Udało mi się w tym roku obejrzeć sporo, na festiwalach filmowych widziałem ponad 100 filmów. Zdecydowanie najlepiej wspominam Solaris Mon Amour Kuby Mikurdy, które miałem okazję obejrzeć w Kinie Szkoły Filmowej, a także na Festiwalu Kamera Akcja oraz Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu.
Wytworzony z ukrytych materiałów Wytwórni Filmów Oświatowych posttraumatyczny esej odtwarzający aurę i fabułę Solaris Stanisława Lema to najlepszy film 2023 roku. Mikurda, razem z montażystką Laurą Pawelą i autorem dźwięku Marcinem Lenarczykiem, wspólnie stworzyli dzieło niezwykle szczerze, osobiste i poruszające, które przy tym nie traci ambicji oraz pola do szerszej interpretacji. Zaczerpnięta z Lema desperacka próba zrozumienia wszechświata łączy się z cierpieniami po stracie bliskiego. Mistrzowskie wykorzystanie materiałów WFO sprawia, że niebezpodstawne jest interpretowanie i współodczuwanie filmu w kluczu autotematycznym lub naukowym. Solaris Mon Amour to dla mnie także pocztówka z archiwum WFO, które w scenach projekcyjnych eksplicytnie podkreśla rolę i funkcję materii kina. Z drugiej strony, solarystyka to też nauka, która podobnie jak w legendarnym Stalkerze Andrieja Tarkowskiego zderza się z tym, co nadprzyrodzone, by ostatecznie rozbić się o to, co ludzkie.
Niewiele mniejszymi uczuciami darzę Strefę interesów Jonathana Glazera. Mistrzowskie zdjęcia Łukasza Żala, który z odwagą filmuję dom Hossa niczym dom wielkiego brata, są idealnym dopełnieniem pomysłu Glazera. Trudno znaleźć mi w pamięci równie przerażający film, co wcale nie znaczy, że twórcy epatują grozą. Strefa interesów spokojnie i oszczędnie wystawia widza, by ten oddychał tym samym powietrzem, które otaczało mury Auschwitz. Kwitnącym bzom i wątpliwemu urokowi Sandry Hüller towarzyszy porażająca ścieżka audialna. Nagrodzona w Cannes brytyjsko-polska koprodukcja to formalne arcydzieło, które wyrasta na jeden z najlepszych przedstawicieli kina artystycznego ostatnich lat.
2023 rok był dla mnie personalnie niezwykle satysfakcjonujący zarówno pod kątem kina artystyczno-festiwalowego, jak i tego popularno-rozrywkowego. Obecność na festiwalach w Cannes i Wenecji dała mi niesamowitą perspektywę na kondycję kina europejskiego i światowego, które nie ma co ukrywać, jest w znakomitej formie. Z ponad 160 produkcji ze światową datą premiery udało mi się wyselekcjonować 10 moim zdaniem najlepszych filmów, jednak spora część z nich swoje polskie premiery będzie miała dopiero w nadchodzącym 2024 roku, więc możecie równie dobrze traktować tę listę jako polecajki, które warto mieć na oku w nadchodzącym sezonie. Zanim jednak przejdziemy do właściwej topki, w ramach najbardziej honorowego miejsca w tym zastawieniu chciałbym wymienić film, który, mimo że premierował światowo w 2022, to obejrzałem go dopiero w 2023, efektem czego nie znalazł się on na zeszłorocznym podsumowaniu, a powinien!
Babilon, reż. Damien Chazelle – Babilon jest dla mnie filmem wyjątkowym! Do tego stopnia, że na swojej liście wszechczasów postanowiłem umieścić go na pierwszym miejscu i pewnie długo się z tego miejsca nie ruszy. Film Chazelle’a to nie tylko znakomita zabawa formą i kontrolowanym chaosem, ale przede wszystkim inteligentna krytyka Hollywood lat 20-tych i 30-tych. Babilon to czysta miłość do kina przelana na taśmę filmową. To bezkompromisowa opowieść o tym, dlaczego tak kochamy kino i przemysł filmowy, nawet mimo jego licznych wad. To dla mnie personalnie jedyne lekarstwo na twórcze zastoje, brak chęci do oglądania, czy nawet gorsze samopoczucie. Dzieło wielkie, ponadczasowe i nie umiejące wyjść z głowy. Pozycja, do której chce się wracać regularnie, by znów dać się ponieść szaleństwu miłości do kina. Arcydzieło!
Rok 2023 uważam za rok wyjątkowy. Zarówno pod kątem moich osobistych, filmowych przeżyć (fantastyczna przygoda na Nowych Horyzontach i absolutnie odmieniające, porywające doświadczenie, jakim był festiwal w Wenecji), jak i gdy spoglądam na branżę filmową w szerszej perspektywie. Przyniósł nam wiele poruszających, fascynujących projektów, mnóstwo dobrego, autorskiego kina i filmy, które dla mnie na długo będą punktem odniesienia dla kolejnych obrazów.
Nie będę oryginalny, mówiąc, że najważniejszy był dla mnie Oppenheimer. Oczywiście, znając Nolana i książkowy pierwowzór, spodziewałem się dobrego filmu. Ale nie tak monumentalnego, właściwie absurdalnego, osiągnięcia sztuki filmowej, w którym techniczny geniusz szedł ramię w ramię z inteligentnym, unikatowym podejściem do głównego bohatera. Portret psychologiczny, przenikający się z pejzażem całego świata i społeczeństwa. Od lat kino amerykańskie nie przyniosło nam czegoś równie wyjątkowego. A przecież w tym samym roku jeden ze swoich najlepszych filmów dostarczył Martin Scorsese, przypominając nam, jak kiedyś tworzyło się kino – wymagające, olbrzymie (metrażem i tematem), ale jednocześnie boleśnie współczesne, dojrzałe, dające głos tym, którym go odmawiano przez dziesięciolecia.
Rok 2023 pozostanie dla mnie rokiem magii kina. Rokiem, w którym w kinie płakałem, śmiałem się jak nigdy i przeżywałem szalone, zrywające buty ze stop przygody z Tomem Cruise’em. Oby sukcesy wielu z filmów z poniższej listy, sprawiły, że w całej branży nadejdą poważne zmiany.
Hit Man (reż. Richard Linklater), Air (reż. Ben Affleck), Wśród wyschniętych traw (reż. Nuri Bilge Ceylan), The Caine Mutiny Court Martial (reż. William Friedkin)
Rok 2023 upłynął mi pod znakiem spełniania moich małych filmowych marzeń. Wyjazd na Nowe Horyzonty (choć tylko na jeden dzień), American Film Festival oraz Camerimage. Do tego doszedł oczywiście krakowski OFF Camera. Poznałem wielu miłośników kina, zobaczyłem sporo twórców, których lubię i podziwiam. Wykonałem parę kroków w kierunku spełniania swoich filmowych pasji. Odkryłem wiele świetnych filmów. Wiele filmów z różnych, czasami dość nietypowych krajów, przykuło moją uwagę. Jednak wielu tytułów mnie też ominęło. Czy to ze względu na nieobecność na większości Nowych Horyzontów, czy to przez ominięcie pewnych przedpremier czy po prostu przez polski system dystrybucyjny. Moja tegoroczna dziesiątka jest zapewne nieco mainstreamowa, ale jak to bywa w topkach, jest po prostu moja. Jej kolejność jest oczywiście alfabetyczna, ciężko mi po prostu czasami wybrać, który film cenię bardziej. Dodatkowo, jako że w zamyśle mają to być filmy z polską premierą (także festiwalową) w tym roku, parę tytułów musiało z niej zniknąć. Tak więc zapraszam do zapoznania się z moimi wypocinami.
Air, Bękart, Eileen, John Wick 4, Maestro, Mów do mnie, Nie ocali cię nikt, Perfect Days, Poprzednie życie, Priscilla, Saltburn, Strażnicy Galaktyki: Volume 3, The Teachers’ Lounge, Ulica Rye Lane, Zabójca
Rok 2023 był dla mnie rokiem pełnym kontrastów i wyzwań na płaszczyźnie osobistej. Mimo pewnych trudności i przeszkód, które napotkałem, był to jednak okres wyjątkowo udany pod względem filmowym. Chociaż nie miałem możliwości obejrzenia wielu filmów, które wzbudzały moje zainteresowanie, udało mi się skupić na tych, które były uznawane za najbardziej intrygujące i wartościowe. Przez większość roku moje życie osobiste było pełne wzlotów i upadków, co niestety ograniczało mój czas na kulturalne przyjemności, takie jak kino. Niezależnie od tych osobistych zawirowań, sektor filmowy w 2023 roku prezentował się imponująco, dostarczając miłośnikom kina wielu niezapomnianych wrażeń. Wśród filmów, które miałem okazję zobaczyć, były tytuły, które zebrały pochlebne recenzje zarówno od krytyków, jak i publiczności. Każdy z tych filmów wyróżniał się na tle innych, dzięki swojej unikatowej fabule lub wybitnemu aktorstwu czy też innowacyjnym technikom filmowym, które wzbogacały wrażenia estetyczne.
Ten rok filmowy był dla mnie jak oaza w pustyni osobistych wyzwań – choć nie mogłem zanurzyć się w nim tak głęboko, jakbym chciał, to te nieliczne chwile, które spędziłem w kinie lub przed ekranem, były dla mnie źródłem niezwykłej radości i inspiracji. W tych momentach, kiedy światła w kinie gasły, a na ekranie pojawiały się pierwsze klatki filmu, wszystkie moje zmartwienia na chwilę znikały, pozwalając mi całkowicie zanurzyć się w magicznym świecie kina.
John Wick 4, Infinity Pool, Martwe zło: Przebudzenie, Egzorcysta Papieża, Napoleon, Omen
Rok 2023 był dla mnie co najmniej ciekawy. Przez zawirowania w życiu prywatnym i zawodowym, jest to prawdopodobnie rok, w którym obejrzałem sumarycznie najmniej filmów w przeciągu ostatniej dekady (+/- 200 tytułów), ale równocześnie okres, gdzie średnia ocen tychże była wyższa niż zazwyczaj. Rok wielkich artystycznych triumfów, fenomenalnych popisów reżyserskich, operatorskich i aktorskich. Ze względu na wydarzenia w branży z ostatnich kilku miesięcy, nie sposób nie odnieść wrażenia, że powtórki takiego streaku zachwytów raczej nie uświadczymy w najbliższym czasie. Tak więc, aby napawać się odchodzącym rokiem jeszcze chwilę dłużej, prezentuję wam moje top 10, które zapewne będzie różniło się nieco od list kolegów z redakcji, więc może znajdziecie jeszcze coś, co wam umknęło w zalewie kinowej dobroci.
Przesilenie zimowe, Zielona granica, Pies i Robot, Wśród wyschniętych traw, Strefa interesów, Cobweb
Przed nami rok 2024, który na papierze zapowiada się gorzej niż 2023. Oczywiście to wynik strajków, ale to również szansa dla kina niezależnego, artystycznego, aby podbiło serca widowni na całym świecie. Następne 12 miesięcy to ponownie kolejne recenzje, felietony czy newsy od nas, a także wyjazdy na różne festiwale. Z okazji nowego roku chcemy Wam życzyć wszystkiego, co najlepsze. Niech się spełnią Wasze marzenia, plany i ambicje. Dziękujemy za to, że jesteście z nami oraz nas wspieracie i liczymy na to, że następny rok będzie dla nas, jak i dla Was niezwykle udany.